niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 3 "idę na randkę z piekarnikiem"


Dziewczyna odebrała już za drugim sygnałem.
- no siema, what's up? - rzuciłam do słuchawki.
- po starem, ale ty lepiej opowiadaj co u was! Dolecieliście już?
- dobrze, zdążyłam już nawet obejść plażę. Mówię ci, kiedyś tu ze mną przyjedziesz – zaśmiała się.
- zazdroszczę cie, ja tu śleńczę i lepię pierogi – wybuchnęłam gromkim śmiechem. Chłopcy oderwali się na chwilę od gry i spojrzeli na mnie. W słuchawce usłyszałam głos kobiety – oho, matka wzywa, idę na randkę z piekarnikiem. Trzymaj się.
- no cześć – rzuciłam i rozłączyłam się.
- Emily! - usłyszałam krzyk jednego z chłopców.
- czego się drzesz? Nie stoję przecież kilometr od ciebie! - odkrzyknęłam.
- sory – to był Louis – graj z nami.
- Emily jest za dorosła na takie zabawy – zaśmiał się Chris, a ja rzuciłam w niego poduszką.
- mówisz tak, bo nie zabawiam się z twoimi kolegami, którzy tylko gapią się na mój tyłek – sprostowałam go.
- ale za to, jaki seksowny tyłek – dodał Harry, szczerząc się szeroko. 
- taa.
- jeszcze nie widziałeś jej w stroju kąpielowym – rzucił mój brat i śmiesznie poruszył brwiami.
- Chris! - znowu rzuciłam z niego poduszką.
- no to jutro idziemy na plaże! - wrzasnął ochoczo Zayn, a ja spiorunowałam go wzrokiem.
- jutro mamy bankiet ciołku – sprostował go Liam.
- ej, ale ten bankiet to taki z wieczorowymi ubraniami? - zapytałam, a gdy przytaknęli, Chris wybuchnął śmiechem – coś ci dzisiaj za wesoło bracie – syknęłam do niego – ja nie idę.
- bo?
- żartujesz?! - wybuchnął Chris – ostatnim razem w sukience to ona była na swojej komunii! Osiem lat temu!
- dziwisz mi się? Moje dzieciństwo spędziłam z tobą ciołku i jakoś cię nie ciągnęło do zabawy lalkami ze mną, wolałeś te swoje samochodziki. Więc to twoja wina.
- moja? - oburzył się.
- ewentualnie matki, że cię urodziła – posłałam mu szeroki uśmiech, a on szybko złapał mnie w talii i zaczął łaskotać. Zaczęłam krzyczeć przez śmiech, żeby mnie puścił, ale na marne. Moja twarz zrobiła się czerwona, a z oczu poleciały łzy.
- no nie wierze – odezwał się mój brat i mnie puścił – w końcu popłakałaś się ze śmiechu. Wisisz mi dychę.
Otarłam ręką kropelki wody i odsunęłam z twarzy moje włosy.
- dobra, idźcie już sobie – powiedziałam.
Chłopcy zaczęli wychodzić z pomieszczenia. Wszyscy z wyjątkiem Harrego, który wygodnie rozłożył się na moim hotelowym łóżku i z rękami założonymi za głowę uśmiechał się szeroko.
- a tobie, to specjalne zaproszenie trzeba wysłać? - zapytałam go.
- ale ja się nigdzie nie wybieram, tutaj mi wygodnie.
- a ta twoja lalunia nie będzie zazdrosna? Wiem, że mam lepszy tyłek, ale no wiesz – przysunęłam się bliżej niego – to kosztuje.- Chłopak seksownie przygryzł dolną wargę.- a teraz dobranoc – Harry jeszcze chwilę po marudził i wyszedł z pokoju.
Wskoczyłam pod kremową, miękką poście i wtuliłam się w poduszkę. Zasnęłam.
Obudziłam się o trzeciej w nocy z wielkim bólem głowy. Zapaliłam lampkę nocną i przeszukałam zawartość szafek i toreb. Cholera! Nie wzięłam leków przeciwbólowych. Po cichu wyszłam z pokoju i zapukałam do pokoju Chrisa. Oho, pan mocny sen daje o sobie znać. Zostało mi tylko iść do nowych znajomych. Westchnęłam ciężko i zapukałam w pierwsze lepsze drzwi. Po chwili otworzył mi zaspany blondyn. Super, ja to mam szczęście.
- Emily? - zdziwił się i przetarł oczy.
- hej, słuchaj tak mi trochę głupio, ale masz może środki przeciwbólowe?
- eem... chyba tak, wejdź – gestem ręki zaprosił mnie do środka, ziewając przy okazji.
- przepraszam, że cię obudziłam.
Nic nie odpowiedział, zapalił lampkę i zaczął przeszukiwać torby.
- usiądź sobie, jeszcze nie zdążyłem się rozpakować.
Przytaknęłam głową i opadłam na kraj łóżka. Przeszły mnie zimne dreszcze. Niall podał mi tabletkę i szklankę wody. Usiadł obok mnie. Wypiłam lekarstwo.
- dziękuję – odparłam i ruszyłam w stronę wyjścia.
- Emily – zatrzymał mnie – na pewno dobrze się czujesz? - mimo że było ciemno, zobaczyłam w jego oczach troskę.
- wszystko dobrze, zawsze tak mam, jak lecę samolotem – uśmiechnęłam się lekko.
- aha
Wyszłam z jego pokoju i szybko wskoczyłam pod moją cieplutką pościel. Zasnęłam, tym razem już spokojnie.
Obudziłam się rano. Łagodne promienie słońca, nieśmiało przedostawały się przez zasłony do pokoju. Umyłam zęby i twarz. Wybrałam strój, ubrałam się i rozczesałam moje niesforne włosy, po czym zeszłam na dół, do restauracji na śniadanie. Cała zgraja już tam była. Usiadłam między Chrisem,a Louisem. Moda kelnerka podała nam zamówione wcześniej potrawy.
- jutro jest wigilia – zaczął mój brat – czemu nie spędzacie świąt z rodziną?
- nasz manager ma na nas inne plany – odparł Liam i nadgryzł kawałek kanapki.
Harry i Zayn cały czas na mnie spoglądali. Bałam się jeść, czując na sobie ich spojrzenia.
- macie jakiś problem? - warknęłam z końcu.
- to już nie można sobie popatrzeć na ładną dziewczynę? - oburzył się Mulat.
- szukaj gdzie indziej – mruknęłam – idę od was, nie chce mi się jeść.
Windą wróciłam do pokoju. Ubrałam czarne trampki, zgarnęłam portfel i telefon do kieszeni. Zamknęłam za sobą drzwi i poszłam na miasto, szukać sukienki na bankiet. Słońce mocno świeciło. Przymknęłam lekko oczy i na noc założyłam ciemne okulary. Doszłam na ulicę wypełnioną małymi butikami i dużymi, markowymi sklepami. Weszłam do jednego z nich. Od razu uderzyła mnie fala chłodnego powietrza, do nosa wdarł się przyjemny zapach, a do uszu wleciała łagodna i spokojna muzyka. Rozglądnęłam się pomiędzy wieszakami pełnymi kolorowych sukienek i dostojniejszych stroi.
- pomóc pani w czymś? - usłyszałam za sobą wysoki głos. Należał od do niskiej, drobnej blondynki.
- szukam sukienki na, powiedzmy specjalną okazję.
Dziewczyna kiwnęła głową i ruchem ręki wskazała, abym poszła za nią. Podała mi kilka sukienek i pokazała na przymierzalnie. Weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwiczki. Rzuciłam okiem na stertę ubrań i westchnęłam głośno.
Przymierzałam już siódmą sukienkę, ale albo za mała, albo za duża, a to kolor nie taki jak trzeba, albo za długa, a to za krótka. Miałam już dość. Została ostatnia. Kremowa w falbanki, bez ramiączek. Spodobała mi się najbardziej, dlatego podeszłam do kasy i zapłaciłam za nią. Dokupiłam jeszcze do tego czarne szpilki. Wróciłam do hotelu około piętnastej. Wzięłam prysznic, założyłam sukienkę, uczesałam włosy, zrobiłam lekki makijaż. Stanęłam przed dużym lustrem i uśmiechnęłam się do siebie. Ubrałam buty, chwyciłam za torebkę i wyszłam z pokoju. Chłopcy stali na korytarzy, byli odwróceni do mnie tyłem, zacięcie o czymś dyskutowali. W pewnym momencie Liam się odwrócił a jego szczęka opadła w dół.
- co, aż tak źle wyglądam? - zapytałam ze smutnym głosem.
Reszta również się odwróciła, a ich miny były podobne do miny Liama. Wyglądali na zaskoczonych.
- wiem, że nie jestem piękna, ale no bez przesady – mruknęłam.
- żartujesz sobie? Wyglądasz pięknie – odezwał się Harry i szeroko się uśmiechnął – jest na co popatrzeć.
- idziemy ? - rzuciłam, a oni zgodnie przytaknęli głowami. - obym się tylko nie zabiła na tych szpilkach – westchnęłam cicho do siebie, ale Zayn chyba to usłyszał, bo momentalnie znalazł się przy mnie.
- spokojnie będę cię łapać – zaśmiał się i złapał mnie pod rękę – ładnie wglądasz.
- umiem sama chodzić.
- troszczę się o twoje kości. Nie chce, żebyś się mi tu połamała.
- każda wymówka dobra – posłałam mu fałszywy uśmiech i uwolniłam się z jego uścisku.
Weszliśmy do czarnej limuzyny. Samochód w środku miał białe, obite skórą siedzenia, a w oparciach dwóch foteli przyczepione były odtwarzacze DVD. Jechaliśmy w ciszy. Widziałam, że chłopcy są bardzo przejęci tą uroczystością. Chris natomiast nie rozstawał się ze swoją komórką.
Po godzinie stania w korkach dojechaliśmy pod ogromny, nowoczesny budynek. Szofer otworzył nam drzwi. Gdy wyszłam z samochodu, oślepiły mnie blaski fleszy, a do uszu wdzierały się głośne krzyki fanek i głosy reporterów, którzy próbowali nawiązać kontakt z zespołem. Niepewnym krokiem ruszyłam przed siebie, stąpając po aksamitnym czerwonym dywanie. Razem z Chrisem zajęliśmy nasze miejsca. Chłopcy prawdopodobnie udzielali teraz jakiegoś wywiadu. Podszedł do nas kelner i poczęstował drinkami. Gala oficjalnie się zaczęła, a nasze gwiazdy doszły do nas już przy zgaszonych światłach. One Direction zgarnęło dwie statuetki, a część rozdania pokazywana w telewizji już się skończyła.
- to co ja idę – oznajmiłam i zaczęłam zbierać się z fotela.
- niby gdzie? - zdziwił się Louis – a after party?
- jakie znowu afte... - przerwała mi głośna, ale zarazem spokojna muzyka. Popatrzyłam drętwo na ludzi, którzy schodzić się na parkiet. Kobiety ubrane w dostojne kreacje, z fryzurami z zapewne najlepszych salonów w mieście, a mężczyźni ubrani w garnitury bądź smokingi tańczyli z towarzyszkami w rytm muzyki. Scena wyglądała jak z jakiegoś Hollywoodzkiego filmu. Zrezygnowana usiadłam z powrotem na białym krześle. Chris już podrywał jakieś wytapetowane laski, Liam, Louis i Zayn rozmawiali z producentem muzycznym, a Harry prowadził zawziętą dyskusję z panną Swift, która również pojawiła się na bankiecie. Wyszłam na zewnątrz tylnymi drzwiami. Z mojej torebki wyciągnęłam papierosa oraz srebrną zapalniczkę. Próbowałam ją zapalić, przygryzając przy tym trunek ustami.
- cholera – mruknęłam i rzuciłam przedmiotem przed siebie.
- chcesz? - usłyszałam za sobą męski głos. Lekko podskoczyłam ze strachu. Zayn stał i trzymał w ręce żarzącą się, czerwoną zapalniczkę. Odpaliłam papierosa i zaciągnęłam się szarym dymem. Zayn uczynił to samo i oparł się o ceglaną ścianę budynku - piękna dziewczyna nie powinna palić.
- piękna dziewczyna nie pali bez powodu – odgryzłam się.
- to jaki masz powód?
- nie jestem aż tak zdesperowana, żeby mówić o moich problemach pierwszej lepszej osobie.
- to to zmieńmy. Zostańmy przyjaciółmi.
- dzięki, ale nie.
- czemu?
- nie lubię cię!
- czemu? - dopytywał. Zamilkłam, nie ma sensownego powodu, dlaczego go nie lubię. - tak myślałem – widać było, że posmutniał.
- przyszedłeś tu po to, żeby prawić mi wyrzuty sumienia?
- przepraszam.
Zgasiłam papierosa i wróciłam do środka. Usiadłam przy stoliku. Wibracja w telefonie i nowa wiadomość. Nelly - „jak tam przygotowania do świąt?” uśmiechnęłam się i odpisałam „ ty lepiej klej te pierogi, a ni pisz do mnie”. Już po chwili otrzymałam odpowiedź „ale śmieszne, co robisz?” nie zdążyłam nic napisać, bo do stolika przyszli chłopcy.
- chce wam się tu siedzieć? - zapytał Liam.
- ja to bym coś zjadł – rzucił Niall, pierwszy raz w moim towarzystwie. Reszta zaczęła się z niego śmiać.
- to jedziemy? - spytałam z nadzieją.
- tak.
Wsiedliśmy do limuzyny, która zawiozła nas do hotelu. Gdy wysiadałam z samochodu, poczułam na swoich biodrach czyjeś silne dłonie. Odwróciłam się i zobaczyłam szczerzącego się do mnie Zayna.
- obmacywać to sobie możesz swoją dziewczynę, nie mnie – warknęłam i wyswobodziłam się z jego uścisku. W połowie drogi do hotelu dogonił mnie Chris.
- jutro wigilia – zaczął – gdzie się wybieramy?
- obojętne, byle by z dala od tych pacanów.
- ej mała...
- chris – przerwałam mu – ile razy mam ci mówić, mam siedemnaście lat, nie mów do mnie mała! 

- okey, okey duża – zaśmiał się, a ja wywróciłam oczami.
- dobra, to już wolę mała – ściągnęłam z nóg moje szpilki. Moje nagie stopy stąpały teraz po aksamitnym czerwonym dywanie.
- wiedziałem, że ulegniesz, ale wracając do tematu, Niall to nasza rodzina, powinniśmy spędzić z nim chociaż te jedne święta... - w tym momencie poczułam, jak ktoś unosi mnie do góry i zaczyna ze mną biec. Odwróciłam głowę i zobaczyłam ucieszoną twarz chłopaka z burzą loków.
- puść mnie! - krzyknęłam – Harry do cholery! - chłopak trochę zwolnił, ale nie reagował na moje słowa. Zaczęłam się wierzgać na wszystkie strony. - boże, Styles idioto puść mnie! - wyrwałam się i stanęłam na podłodze. - co to do cholery miało być?!
Jego mina zrzedła.
- prze...- zaczął, ale mu przerwałam.
- dobra, cześć – odwróciłam się i weszłam do mojego pokoju.

______________________________________________________________________________
no hejj !!
dziękuję wam za te 16 komentarzy!!!! kocham was no ;***
pozdrawiam was gorąco!! do następnego <3

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

2."co wyście sie tak uwzięli na tą kawę?"


jesli możesz to proszę skomentuj :3
Odwróciłam się i zobaczyła chłopaka z burzą brązowych włosów. Popatrzyłam na niego wyczekująco i
ruchem ręki ponagliłam go, żeby zaczął mówić.
- słuchaj, chciałem cię jeszcze raz przeprosić za ten wypadek – zaczął i wyszczerzył swoje białe ząbki w szeroki uśmiech – może w ramach przeprosin dasz się zaprosić na jeszcze jedną kawę?
- co wyście się tak uwzięli na tę kawę?- mruknęłam cicho. Głośniej już dodałam – sorry, ale no... jakby ci to powiedzieć, nie jestem twoją fanką i na pewno nie będę skakać z radości, że Harry Styles zaprosił mnie na kawę – przerwałam na chwile i spojrzałam na niego, jego mina mówiła, że chyba nie za bardzo rozumie. Westchnęłam ciężko – dobra, ja po prostu cię nie lubię.
Odwróciłam się i odeszłam. W drodze do domu odpaliłam jednego papierosa i zaciągnęłam się gorzkim dymem. Byłam już w połowie trasy, gdy obok mnie zatrzymało się czarne, sportowe auto. Szyba zjechała w dół.
- ej mała, co się tak sama szwendasz? - zaśmiał się mój brat i gestem ręki zaprosił mnie do środka. Zgasiłam papierosa i zatrzasnęłam za sobą drzwi samochodu, który po chwili ruszył dalej – matka mówiła, że masz być w studio.
- no, ale jak widzisz, już mnie tam nie ma – zaśmiałam się.
- ale śmieszne.
- no a ty co tutaj robisz? Miałeś być dopiero jutro rano.
- jak się dowiedziałem, że mój kochany kuzyn przyjechał, to musiałem się z nim zobaczyć – powiedział i puścił do mnie oczko.
Wywróciłam oczami.
- błagam cię.
- ostatnio – upił łyk jakiegoś napoju energicznego – jak powiedziałem dziewczynom, że to moja rodzina, to całymi dniami chodziły za mną i prosiły o jego numer.
- żartujesz? - zaśmiałam się.
- nie, mówię serio. One by zabiły za spotkanie z nim.
Zajechaliśmy pod dom. Wysiadłam z samochodu i ruszyłam do wejścia. Weszłam do swojego pokoju. Torbę rzuciłam gdzieś w kąt i włączyłam laptopa. Położyłam się na łóżku, a urządzenie usadowiłam je na kolanach. Już po chwili dostałam wiadomość od Nelki.
N: „muszę ci coś powiedzieć! Idziemy na kawę?”
E: „Co wy macie z tą kawą?” - odpisałam.
N: „?”
E: „nieważne, chodź”
Kilkanaście minut później siedziałyśmy już w naszej ulubionej kawiarni i piłyśmy gorący napój.
- to jedziesz z Chrisem na te święta? - zapytała mnie Nelly. Od jakiegoś czasu planowaliśmy z bratem wyjazd do słonecznej Hiszpanii, a święta i tak mieliśmy spędzić sami. Rodzice jak zwykle mieli coś ważnego do roboty.
- mhm – mruknęłam i wypiłam łyk kawy orzechowej.
- szkoda – westchnęła, ale humor zaraz jej się poprawił – słuchaj! Niall powiedział do mnie, że jestem śliczna! - ostatnie dwa słowa wykrzyczała radośnie, a połowa ludzi w knajpce krytycznie na nią spojrzała.
- ty to wiesz jak być w centrum uwagi – zaśmiałam się, a Nelly dała mi przyjacielskiego kuksańca w żebra.
- wiesz, jak ja się ciesze?!
- z czego?
- Niall Horan – mówiła do mnie powoli, jakby tłumaczyła coś małemu dziecku – powiedział mi, że jestem śliczna.
Pokiwałam twierdząco głową na znak, że rozumiem.
- powiedział to tobie i pewnie kilku tysiącom innych fanek – mruknęłam.
- umiesz człowiekowi zepsuć humor.
Zapłaciłyśmy za kawę i wyszłyśmy z kawiarni. Akurat zaczęło padać. Biegiem ruszyłyśmy w stronę największej, londyńskiej galerii. Rozdzieliłyśmy się i każda poszła kupić świąteczne prezenty. W którymś z kolei sklepie, zobaczyłam śliczną koronkową sukienkę. Wzięłam ją do rąk i spojrzałam na metkę, akurat w rozmiarze Nelly. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej podeszłam do kasy i zapłaciłam za nią. Dokupiłam do tego stanik z kolorowych cukierków – zawsze na takie okazje kupujemy sobie coś bez sensownego - i torebkę, żeby móc to wszystko schować. Punkt godzina siedemnasta spotkałyśmy się pod małą fontanną i podarowałyśmy sobie prezenty. Nela kupiła mi śliczny, dzianinowy sweter w norweskie wzory i kubek z napisem „bez oprawy nie ma zabawy”. Uśmiechnęłam się pod nosem. Mój kochany zboczuch. Złożyłyśmy sobie świąteczne życzenia i pożegnałyśmy się, po czym każda poszła w swoją stronę.
Weszłam do domu, głośno trzaskając drzwiami. Rodziców jak zwykle nie było. Pobiegłam do pokoju i wyjęłam z szafy największą z walizek. Zapakowałam do niej połowę mojej garderoby. Gdy włożyłam już wszystko, co potrzebne, usiadłam na walizce i starałam się ją zapiąć. W tym momencie do pokoju wszedł Chris. Dziwnie się na mnie popatrzył.
- może byś mi pomógł, a nie stał tak jak głupi? - rzuciłam. Chłopka jakby oprzytomniał. Po dziesięciu minutach walizka była zapięta.
- jedziemy na tydzień – zaczął mój brat – a ty wywozisz ze sobą pół domu.
- takie życie – odparłam.
- samolot mamy jutro o dziesiątej – oznajmił i wyszedł z pokoju.
Odpaliłam komputer. Dziwne – pomyślałam – nie było mnie na Twitterze parę godzin, a obserwuje mnie ponad tysiąc nowych osób. Zjechałam w dół strony, szukając kogoś znajomego. Wszystko się wyjaśniło, gdy zobaczyłam nazwiska słynnej piątki z One Direction. Westchnęłam ciężko i wyłączyłam laptopa. Poszłam do łazienki, wzięłam długi, gorący prysznic, przebrałam się i poszłam spać.
*
Ze snu wyrwał mnie głos zadowolonego Chrisa.
- i z czego ty się cieszysz? - zapytałam na wpół przytomna.
- robię właśnie zdjęcia mojej siostrze – opowiedział, jakby to było coś normalnego. W tym momencie zorientowałam się, że jestem na wpół przykryta kołdrą i jak to mam w zwyczaju miałam na sobie majtki i kusawą bluzkę.
- jesteś niemożliwy – westchnęłam i zasłoniłam ciało kołdrą.
- twój chłopak będzie miał dziewczynę z seksownym tyłkiem – zaśmiał się – zbieraj się, za dwie godziny mamy samolot ciołku.
Wygramoliłam się z cieplutkiego łóżka i powędrowałam do łazienki. Umyłam twarz i zęby, rozczesałam moje niesforne włosy. Zeszłam na dół i dopakowałam torbę podróżną. Chris robił właśnie tosty, które było czuć już na górze. Ubrałam się. Dosiadłam się do stołu i zaczęłam zajadać się ciepłymi kanapkami. Pół godziny później byliśmy gotowi.
Wpakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy w stronę lotniska. Nie obyło się od stania w kilometrowych korkach w centrum miasta. Zdążyliśmy idealnie dziesięć minut przed odlotem. Pokazaliśmy stewardessie bilety i weszliśmy na pokład maszyny.
Po zajęciu miejsc, kobieta wyjaśniła nam zasady bezpieczeństwa, które już tyle razy słyszałam. Włożyłam do uszu słuchawki i odpaliłam muzykę. Zamknęłam oczy i zaczęłam się wsłuchiwać w rytmiczne uderzenia basów. Nawet się nie zorientowałam, że zasnęłam.
Gdy samolot lądował, poczułam nieprzyjemne łaskotanie w brzuchu. Podciągnęłam wyżej kolana i oplotłam je rękami. Chwilę później stąpałam już ciężko po płycie lotniska w słonecznej Hiszpanii. Nasunęłam na noc ciemne okulary i wystawiłam twarz ku słońcu.
Razem z Chrisem odebraliśmy bagaże i taksówką pojechaliśmy do hotelu.
Budynek był naprawdę ogromny. Przeszklony parter nadawał mu oryginalności. Hotel „Paradise” miał dwanaście pięter. Jak przystało, na pięciogwiazdkowy apartament posiadał wygórowane ceny z nocleg, zatrzymywały się tu same bogate osoby.
- tu jest niesamowicie – powiedziałam, gdy weszliśmy do środka.
Hol był urządzony w bardzo nowoczesnym stylu. Niedaleko okien, wokół ciemno - brązowego, drewnianego stolika poukładane były białe, skórzane sofy.
- no chodź – Chris pociągnął mnie w stronę recepcji. Nasz pokój znajdował się na samej górze. Hotelowy chłoptaś wziął nasze bagaże i windą wyjechaliśmy na ostatnie piętro. Pracownik podał nam klucze, życząc miłego pobytu. Weszliśmy do środka.
Zajęliśmy dwa osobne pokoje, które swoimi rozmiarami przypominały małe mieszkania.
- wow – powiedzieliśmy równo.
Rozpakowaliśmy bagaże. Chwilę później zmęczeni opadliśmy na łóżko w pokoju Chrisa.
- dobra – powiedziałam, wstając z miękkiej pościeli – ja idę się przejść.
- to idź – odparł i wtulił się mocniej w poduszkę.
Westchnęłam głośno. Ubrałam czarne trampki i wyszłam z hotelu. Wiatr zaczął rozwiewać moje niesforne włosy. Ruszyłam prosto ruchliwą ulicą. Na jednym z budynków zauważyłam duży billboard reklamujący galę rozdania nagród. Po chwili marszu zobaczyłam drewniane schodki, zejście na plażę. Usiadłam na piasku, który delikatnie kuł moje ciało. Fale niebieskiego morza rozbijały się o piaszczysty brzeg Hiszpanii. Wystawiłam twarz ku zachodzącemu już słońcu i pochłonęłam się w moich myślach.
Zerknęłam na wyświetlacz telefonu. Minęły już dwie godziny. Otrzepałam ubranie z piasku i wróciłam do hotelu.
Postanowiłam wyjść na górę schodami. Na ostatnim piętrze roiło się od rozwydrzonych nastolatek. Przepchnęłam się przez tłum. Już miałam wchodzić na hol ostatniego pietra, gdy zatrzymała mnie silna dłoń ochroniarza.
- gdzie się pani wybiera? - zapytał mnie niezwykle niskim głosem.
- no, ja tu mieszkam.
- ychy, tak jak te wszystkie dziewczyny – wskazał ręką na tłum nastolatek – nie łudź się i tak ich nie spotkasz.
- co?! Ale ja nie chcę nikogo spotykać! Ja tu mieszkam!
- nie oszukasz mnie! - ochroniarz był nieugięty.
Odeszłam kawałek i stanęłam tyłem do mężczyzny. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i zadzwoniłam do Chrisa.
- nie mogę wejść do pokoju! - wrzasnęłam do słuchawki – masz tu szybko przyjść!
- nie krzycz. Moi koledzy po ciebie przyjdą – zaśmiał się i zakończył połączenie.
Jacy znowu koledzy? W tym momencie usłyszałam głośny pisk dziewczyn. Odruchowo odwróciłam głowę i zobaczyłam dwóch chłopaków.  Harry i Zayn. Uśmiechali się szeroko. Kilka dziewczyn nawet się popłakało.
- nie, ja tu jednak nie mieszkam – rzuciłam ochroniarzowi i chciałam odejść, gdy zawołali :
- Emily!
- znamy się? - starałam się być poważna.
- Rodney – Zayn zwrócił się do ochroniarza – to jest Emily Preston, ona jest na liście – palcem wskazał na niebieską podkładkę.
Harry cały czas się we mnie wpatrywał. Chłopcy pociągnęli mnie za ręce i weszliśmy do holu. Gdy nikt nas już nie widział, wypaliłam.
- dzięki za pomoc, ale już mnie puśćcie – weszłam do swojego pokoju. Byłam teraz skazana ich towarzystwo. Koło godziny dwudziestej poszłam do łazienki i wzięłam długi chłodny prysznic. Ubrałam czarne, krótkie spodenki i za dużą piłkarską koszulkę. Gdy wyszłam z łazienki, zobaczyłam szóstkę chłopaków, którzy oglądali mecz.
- kto was tu wpuścił? - zapytałam.
- było otwarte – odparł Chris, nie odwracając wzroku od telewizora – aha, mama dzwoniła, mamy iść jutro na jakąś galę rozdania nagród, czy coś.
- oo – mruknął brunet, chyba Liam – my też tam idziemy, może pojedziecie z nami?
- nie – odparłam szybko.
- tak – zaśmiał się Chris - czasu z rodzinką nigdy za dużo.
- jaką znowu rodzinką? - zapytał zdezorientowany Lou.
- tak się mówi na kumpli – wyratowałam się i rozglądnęłam za wolnym miejscem. Harry chyba to zauważył, bo wyszczerzył swoje zęby i wskazał ręką miejsce obok siebie. Westchnęłam cicho i usiadłam tam. Wciągnęłam się w oglądanie meczu.
- przecież był spalony! - krzyknęliśmy z Harrym jednocześnie, a on słodko się zaśmiał.
- no chyba nie? - zareagował Mulat.
- tak, ślepy jesteś? Ewidentny spalony – odpowiedziałam pewnie.
- załóż się.
- o co ?
- ej ja też się chcę założyć – wtrącił się loczek – jeśli ja wygram to wszyscy gramy w butelkę.
- ja chcę stówę – odparłam i upiłam łyk soku.
- a ja chcę całusa – zaśmiał się Mulat..
- fajnie i tak przegrałeś.
W telewizji puścili właśnie powtórkę tej zagrywki. Komentatorzy zauważyli faul. Ja i Harry wydaliśmy z siebie okrzyk radości.
- wyskakuj z kasy – zaśmiałam się Zaynowi prosto w twarz.
- gramy w butelkę! - zarządził Harry i zaczął skakać po łóżku, ciesząc się przy tym jak małe dziecko. Wziął moje opakowanie po napoju i zakręcił nim – Liamek. Prawda czy wyzwanie?
Nie wiem co wybrał bo zadzwoniłam do Nelly.

_______________________________________________________________________
no hej kochani :3
i jak wam się podoba? mamy już 2 rozdział. 
dziękuję wam za 8 komentarzy!! i czekam na więcej. 

niedziela, 7 kwietnia 2013

1." nie przeszkadzaj mi"


- oj no proszę cię, jak on ci się może podobać? - marudziłam.
Nelly została u mnie na noc. Oczywiście już na wstępie zaczęła paplać o tym swoim One Direction i o tym jaki to Niall jest słodki. Ychym, Niall jest słodki, a ja mam kochających i troskliwych rodziców. Taa, szkoda, że to nie prawda.
- no ale zobacz – zaczęła i rozłożyła się na łóżku – ładnie śpiewa, jest przystojny i uroczy. Do tego podobno jest delikatny i opiekuńczy. IDEAŁ!
- przestań już, bo zaraz puszczę pawia – zaśmiałam się, a chwile później dostałam poduszką – ej!
- to za to, że się z nich wyśmiewasz – powiedziała i pokazała mi język.
- nie wyśmiewam, ja tylko mówię, że ich nie lubię.
Nel westchnęła głośno. Sięgnęła po pilota od plazmy i włączyła telewizor.
- nie! - krzyknęłam i zasłoniłam głowę poduszką. Moja przyjaciółka zaśmiała się szyderczo. - tylko nie oni!
- o tak mała – odkrzyknęła Nel i zaczęła skakać po łóżku, śpiewając przy tym, jak myślę ich piosenkę – And let me kiss you!
Pocałowałam ją w policzek, a ona dziwnie na mnie spojrzała.
- w końcu cisza – zaśmiałam się. Nelly dała mi przyjacielskiego kuksańca w żebra.
- głodna jestem – westchnęła i z hukiem opadła na łóżko.
- to idź, coś zjedz? - rzuciłam.
- ale taaaaaaak okroooopnie mi się nie chce – mruknęła i wlepiła we mnie swoje zielone oczy – kochanie moje.
- nie, nie ma mowy. Skarbie, trochę ruchu ci nie zaszkodzi – odparłam i zatrzepotałam rzęsami – a tak w ogóle to...
- cicho! - przerwała mi, kładąc swoją rękę na moich ustach – mówią o związkach One Direction.
- no więc może Liam? - zapytała prezenterka chłopaka o króciutko ściętych włosach – opowiedz nam o swoim życiu uczuciowym. Masz kogoś obecnie?
- tak – odparł – obecnie spotykam się z Danielle. Jest nam ze sobą wspaniale.
- to świetnie, że wam się układa. A ty Zayn?
- można tak powiedzieć- opowiedział. Miał ciemne włosy, postawione do góry a na nich widniało blond pasemko - Od jakiegoś czasu spotykam się z Perrie Edwards z zespołu Little Mix.
- moje gratulacje, a ty Louis?
- trzymam się na razie, jestem sam – odparł chłopak z brązowymi włosami.
- a Niall? Ostatnio krążyły pogłoski, że spotykasz się z Demi Lovato. Czy to prawda?
- nie – zaśmiał się, ukazując swój aparat na zębach – wciąż czekam na tą jedyną.
- ble – wybrzydziłam, a Nelly spiorunowała mnie wzrokiem.
- a ty Harry? W zespole pełnisz, rolę flirciarza, czy znalazłeś już tą jedyną? Ostatnio widziano cię w towarzystwie piosenkarki Taylor Swift.
- ah no tak – zaśmiał się.
- wyłącz to!! - marudziłam.
- ciii – pogoniła mnie Nelly i znów odwróciła się do telewizora.
- można chyba powiedzieć, że jesteśmy ze sobą – dokończył chłopak w loczkach.
- a więc widzicie – zaczęła znowu kobieta – że życie One Direction częściowo wcale nie różni się od naszego...
chwyciłam pilota i wyłączyłam program.
- ej! - oburzyła się Nel.
- też cię kocham, robię to dla twojego dobra, a tak w ogóle to podobno byłaś głodna.
- a no tak – uśmiechnęła się i zeszła do kuchni.
W tym momencie zadzwoniła moja komórka. Mama!?
- no hej – powiedział niepewnie do słuchawki.
- cześć Nelly, słuchaj, musisz jutro iść do studia taty. Będzie tam ktoś ważny a jego stażystka nawaliła. Masz mu pomóc!
- ale...
- nie ma żadnego, ale – powiedziała, przy okazji mi przerywając – masz iść i tyle, chociaż tyle czasu poświęć dla rodziny.- dodała i się rozłączyła.
Do pokoju weszła Nel z kanapką. Nadgryzła kęs i z pełną buzią zapytała>
- co jest?
- muszę iść jutro do studia ojca, podobno ktoś ważny tam będzie – opadłam na łóżko – idę zapalić – oznajmiłam i wyszłam na balkon. Wyciągnęłam z kieszeni papierosa i go odpaliłam. Gdy wypuszczałam dym, na balkon weszła Nel.
- fuj – mruknęła i zaczęła ręką odganiać szarą mgiełkę – nie przejmuj się tym, będzie fajnie.
- mam pomysł – krzyknęłam – pójdziesz ze mną!
- co?!
- no chodź! Potem pójdziemy za zakupy czy coś.
- ale twój tata chyba za bardzo mnie nie lubi.
Wzruszyłam ramionami.
- mnie też.
- dobra, skoro tak bardzo chcesz – posłała mi uśmiech – ale, w ramach zadość uczynienia, załatwiasz mi bilet na najbliższy koncert One Directon.
- co?!
- oj no weź.
- pff... dobra.
- yay! - przytuliła mnie, przy okazji wyrywając mi z ręki papierosa. Zdeptała go butem.
Weszłyśmy do środka. Po kolei wzięłyśmy prysznic i wskoczyłyśmy pod kołdrę. Chwilę leżałyśmy w ciszy.
- dlaczego ty najbardziej nie lubisz Nialla? - zapytała w końcu moja przyjaciółka.
- nie wiem. Uważam, że jest fałszywy.
- czemu?
- też nie wiem. Po prostu tak mi się wydaje – skłamałam. Nelly nie wie, że Niall to jakaś moja rodzina.
Poszłyśmy spać po godzinie drugiej nad ranem. Rano ubrałyśmy się, zjadłyśmy szybkie śniadanie i pojechałyśmy do studia taty. Naszych gości specjalnych jeszcze nie było.
- hej tato – przywitałam się – przyprowadziłam Nelly, nie masz nic przeciwko?
- nie, nie – odpowiedział mój ojciec z uśmiechem na twarzy – cześć Nel.
- dzień dobry – odparła blondynka radośnie.
- o której zaczynamy? - zapytałam.
- za pół godziny, możecie iść się napić kawy czy coś – zaproponował mój tata.
Poszłyśmy do bufetu i zamówiłyśmy po cappuccino. Wracałyśmy już na sale główną, dopijając naszą kawę. Nelly poszła jeszcze do łazienki, a ja ruszyłam dalej. Po chwili ktoś na mnie wleciał, a moja kawa zdobiła teraz moją bluzę.
- patrz, jak łazisz do cholery! - krzyknęłam, wycierając z siebie gorący jeszcze napój.
- prze... przepraszam – odparł chłopak i zaczął wycierać chusteczkami moją bluzkę.
Podniosłam głowę. Moim oczom ukazał się wysoki chłopak z ciemną burzą loków i zielonymi oczami. Uśmiechał się do mnie przyjaźnie, a w jego policzkach ukazały się słodkie dołeczki.
- dobra, zostaw mnie już – powiedziałam.
- naprawdę przepraszam, nic ci nie jest? - zapytał z troską w głosie.
- tą kawę wolałam wypić, a nie mieć na sobie, ale nie wszystko okay – odparłam i odwróciłam się do niego tyłem. Chciałam odejść, ale złapał mnie za rękę.
- jestem Harry. Harry Styles – przedstawił się.
- fajnie?
- nie szalejesz za mną?
- a powinnam? - zdziwiłam się.
- wiesz, jestem ten słynny Harry Styles z One Direction – odparł i przeczesał ręką swoje włosy.
- o mój boże przecież to ty! - pisnęłam – tylko że jest mały problem, ja cię nie lubię – odeszłam, a on za mną.
- Harry chodź tutaj – ktoś go zawołał. Dziwne skądś znam ten głos. Odwróciłam głowę. Boże. Przecież tam stał mój kuzyn. Spuściłam głowę i podeszłam do taty. Nelly właśnie weszła na główną salę. Gdy ujrzała chłopców, stanęła jak wryta.
- halo – pomachałam jej ręką przed oczami.
- to... to... to oni! - wydusiła z siebie, w tym momencie zobaczyła moją koszulkę – a tobie co się stało?
- jakiś chłopak na mnie wpadł i wylał na mnie kawę. Zresztą, jak ich tak lubisz, to idź, ich poproś o zdjęcie, czy autograf.
- pójdziesz ze mną? - poprosiła.
- nie? Jesteś już dużą dziewczynką, poradzisz sobie – odparłam z uśmiechem.
- oj no proszę!
- aww, ale nudzisz – mruknęłam i ruszyłam w kierunku chłopaków – hej, słuchajcie, możecie sobie zrobić zdjęcie z moją przyjaciółką? - zapytałam ich.
- a ty nie chcesz z nami zdjęcia ślicznotko? - zapytał mnie ciemno włosy Mulat.
- daruj sobie te denne teksty – odparłam i posłałam mu wścibski uśmiech.
- no dobra, to chodź – Niall zwrócił się do Nelly, co chwilę na mnie spoglądając.
Zrobiła sobie z nimi zdjęcia, którymi od razu pochwaliła się na Facebooku i Twitterze. Była szczęśliwa. Chłopcy poszli się przebrać. Tata pokazał mi ręką, żebym do niego podeszła.
- i jak, przywitałaś się z Niallem? Dawno się nie widzieliście – zaczął.
- tato, mówiłam ci, że się trochę pokłóciliśmy – odparłam spokojnie.
- aha, to może nawet lepiej, nie będziesz się zadawała z tymi jego kolegami. Zasługujesz na kogoś mądrzejszego – wydusił z siebie, z odrazą spoglądając w ich kierunku.
- zaczynamy już? - zapytałam ze zdziwieniem. wydawało mi się że tata lubił Nialla. 
- tak, chłopcy – zwrócił się do nich – ustawcie się, zaczynamy już.
Cała piątka, przepychając się i wygłupiając się, stanęła w wyznaczonym miejscu. Właściwie nie wiem, po co tu przyszłam i tak nie muszę nic robić. Usiadłam koło Nelly, która z uwielbieniem przyglądała się chłopcom. Pomachałam jej ręką przed oczami.
- nie przeszkadzaj mi – powiedziała, nie odrywając od nich wzroku.
- jesteś chora – westchnęłam.
Dwie godziny później sesja się skończyła. Chłopcy poszli się przebrać, a Nelly sterczała obok ich garderoby i czekała, żeby z nimi porozmawiać. Chowałam właśnie swoje rzeczy do torebki, gdy poczułam na biodrach czyjeś dłonie. Gwałtownie się odwróciłam.
- cześć – odezwał się chyba Zayn.
- potrzebujesz czegoś? - zapytałam i wyswobodziłam się z jego uścisku.
- zapraszam cię na kawę, co ty na to ?– uśmiechnął się uwodzicielsko.
- nie dzięki – odburknęłam i odeszłam kawałek – Nelly, ja wychodzę, jak chcesz to zostań.
Moja przyjaciółka kiwnęła głową i wdała się w rozmowę z Niallem. Mój kuzyn ostro ją podrywał. Gdy zobaczył, że wychodzę, rzucił mi spojrzenie, pełne skruchy, jakby przepraszające. Zatrzasnęłam za sobą drzwi. Znowu poczułam na sobie czyjąś dłoń.
- no co znowu?! - krzyknęłam, nawet się nie odwracając.
- em cześć – usłyszałam kogoś głos.
Odwróciłam się i zobaczyłam....

________________________________________________________________________________
i jak ?
mamy już pierwszy rozdział 
podoba wam się?
czekam na wasze szczere opinie w komentarzach 



PS w opowiadaniu panuje okres przed świąteczny